facebook
 
LogowanieRejestracja



autor: Łukasz Mijała, ilustracje: , data wpisu: 2017-03-03

Voo Voo – przegląd wybranej twórczości grupy


>>Zobacz winyle VOO VOO w naszym sklepie<<

Voo Voo – Sno-powiązałka (1987)

„Sno-powiązałka” jest drugim albumem grupy Wojtka Waglewskiego, do którego w tamtym czasie dołączyli bracia Pospieszalscy: Mateusz (m.in.: sax., flety proste, instr. klawiszowe, akordeon) i Jan (bas, kontrabas) oraz Andrzej Ryszka (perkusja). Tą płytą panowie rozpoczęli współpracę (nie wliczając płyty "Koncert", również z 1987). Dziś można zaliczyć ją do jednych z najlepszych produkcji w historii Voo Voo.


VOO VOO

"Sno-powiązałka" jest concept albumem. Tytuł wskazuje na bardzo oczywisty motyw przewodni. Muzyka jest przestrzenna i bardzo rytmiczna, ale nie brakuje jej także sennego oblicza. Otwierający płytę "Zasnuty", rozpoczyna się mantrowym etno, które po chwili przechodzi w hipnotyzującą sekcję rytmiczną - transowy bas i motoryczna perkusja. Następne w kolejce są; mroczny "Senator" oraz, energicznie zagrany na akustyku, latynoski "Snardz". Potem oniryczna "Mantra" i nieco ladypankowy "Kto się obudzi". "Niewidzialny" i "Ursenów" to z kolei numery na pograniczu jawy i snu, by w końcu przebudzony bohater "Sno-powiązałki" mógł wykrzyknąć z ulgą: "Ja żyję!". Dlaczego z takim entuzjazmem? Dlatego, że cały sen kręci się wokół śmierci, a jego esencją są słowa:


"Pomachamy skrzydełkami i wio! Myślę, że zabierze jeszcze się ktoś Umrzesz ty, umrę ja i tylko wierzycieli tłum Wpisze nas na listę strat" (...) - "Esencja"


Voo Voo - Z środy na czwartek (1989)

Zanim album "Z środy na czwartek" ujrzał światło dzienne, odnowione wcześniej Voo Voo, nagrało aż dwie płyty, z których jedna ukazała się dopiero po premierze omawianego tutaj krążka. Jeszcze w 1987 zespół wszedł do studia, by zarejestrować materiał nazwany "Zespół gitar elektrycznych" (wydany dopiero w 1991 r.). O dziwo w nagraniach nie wziął udziału Mateusz Pospieszalski. Natomiast podczas ferii zimowych roku 1988, odbyła się sesja nagraniowa płyty "Małego Wu Wu", która wkrótce okazała się wielkim przebojem.


"Z środy na czwartek" jest zupełnie odmiennym stylistycznie albumem od "Sno-powiązałki" i "Małego Wu Wu". Przede wszystkim utwory charakteryzuje rockowa moc. Można więc stwierdzić, że są kontynuacją kursu obranego w czasie nagrań "Zespołu gitar elektrycznych". Noc "Z środy na czwartek" ma dwa oblicza: ostre i delikatne. W "Opowieści o Ginie I", "Bez obroży", "Ktoś mi wcześnie kazał wstać" i w "Jutro obudzę się wysoki", gitara Waglewskiego i jazzrockowy saksofon Pospieszalskiego nieźle sobie poczynają. Numery są energetyczne, a melodie mają w sobie fajny rockowy feeling. Mroczno-delikatne oblicze nocy "Z środy na czwartek" ujawnia się w "Opowieści o Ginie II" - mrocznej historii opowiadanej przez wysuwające się na pierwszym plan bas i klawisze. Podobnie jest w "Niedobitkach", gdzie całą melodię prowadzi akordeon oraz w "Znowu mi się udało", gdzie po raz kolejny daje o sobie znać "samotny smutek" Waglewskiego ("I jedno co, z pewnością wiem, udało mi się przeżyć jeszcze jeden dzień").


Voo Voo - Łobi Jabi (1993)

Voo Voo wkroczył w lata 90. z nowym nabytkiem - Piotrem "Stopą" Żyżelewiczem (perkusistą, znanym wcześniej chociażby z Armii czy Izraela). Panowie nagrali wcześniej kilka płyt (w tym "Małe Wu Wu Tu i Tam" z 1991 r.), a na przełomie listopada i grudnia 1992, zrealizowali "Łobi Jabi".


Płytę dobrze przyjęto m.in. ze względu na otwierający ją utwór "Flota zjednoczonych sił", który wcześniej mogliśmy poznać na "Koncercie" z 1987. We "Flocie zjednoczonych sił", Mateusz Pospieszalski po raz pierwszy zaśpiewał słynne "Łobi jabi je...". Jest to swego rodzaju leitmotiv Melodia ta pojawia się w kilku różnych wersjach: wpleciona we "Flotę...", jest wersja wokalna a la "afrykańskie zaśpiewy", przejmująca wersja z towarzyszeniem kwartetu smyczkowego oraz wersja zwana przez zespół "czad-koncertową". Poza tym na płycie jest i rockowo ("Ubogi duchem", "Jak łatwo żyć", "Zatoka spokojnych głów"), i fusion-jazzowo ("W połowie mniej I", "Nie dowierzaj", "To nieprawda, że nic nie mamy"), jak również piosenkowo ("Gusła" z świetną partią sitaru, "Papierosy i gin"), ale i balladowo-lirycznie ("Mydło, powidło", "Dobrze śpij").


Voo Voo – Voo Voo z kobietami (2003)

„Siedzimy sami i popijamy wino, czas pomyka godzina za godziną...” („Czas Pomyka I”), a Voo Voo nagrywa kolejne dobre płyty. Co tym razem serwuje nam grupa Wojtka Waglewskiego? Kolejną dawkę jazzującego rocka z mnóstwem egzotycznych dźwięków.


Mamy tutaj różne akcenty. Od latynoskich klimatów a la Buena Social Club w „Bo Bóg Dokopie”, przez calypso w „W jamkach”, po bossa novę z transowym basem w „Poza Mną”. Do tego dochodzi house’owy „Klucz” oraz turecko-żydowski klimat „Turczyńskiego”.


Waglewski zaprosił do współpracy nad nowym materiałem dwie damy polskiej sceny jazzowej, Annę Marię Jopek i Urszulę Dudziak. Śpiewające panie cudownie odegrały swoje role. Odbiły znaczące piętno w kilku utworach. Świetnie wychodzą duety wokalne Waglewski – Jopek w „Mojej Broni”, czy Waglewski – Dudziak w „Kimkolwiek”.


Mówiąc o Voo Voo nie możemy oczywiście zapomnieć o Mateuszu Pospieszalskim - dodającym przeróżne smaczki instrumentów dętych - oraz porywającej sekcji rytmicznej czyli Piotrze Stopie Żyżelewiczu (perkusja) i Karimie Martusewiczu (bas). Bardzo brakuje mi na „Voo Voo z kobietami” charakterystycznego podśpiewywania Pośpieszalskiego, które słychać tylko w „Turczyńskim”.


Voo Voo – Wszyscy muzycy to wojownicy (2010)

Tym razem Voo Voo samotnie - bez kobiet, bez znajomych, bez jubileuszu, bez fajerwerków, Waglewski bez synów. Czyste Voo Voo, jakie świetne znamy i jakiego już dawno nie słyszeliśmy. Voo Voo w najwyżej formie – „Samo Voo Voo”.


Voo Voo z płyty na płytę zaskakiwało swą erudycją i sprawnością w poruszaniu się między wieloma stylistykami. Musiało zdarzyć się coś istotnego, że grupa postanowiła powrócić do prostoty grania. A może to muzyczna dojrzałość? Mamy bowiem tylko podstawowy skład i po raz pierwszy od dawien dawna nie pojawia się żaden muzyczny gość. Wyraźny jest dość ukłon w stronę przeszłości i pierwszych płyt. Trzeba przyznać, że Voo Voo już dawno nie grało rocka a tu proszę – niespodzianka. Wprawdzie zdołały przemknąć się brzmienia jazzowe („Dzisiaj jest ładna pogoda”), klezmerskie („Puszcza”) czy latynoskie („To ładnie wychodzi”), ale to prawdziwie rock’n’rollowa płyta. Uproszczenie brzmienia mogło być spowodowane chociażby przez nie tak dawną współpracę Waglewskiego z Maćkiem Maleńczukiem („Koledzy”) czy synami („Męska muzyka”).


Waglewski dawno też nie pisał tak doskonałych, osadzonych mocno w społeczno-politycznej rzeczywistości, tekstów. Na „Samym Voo Voo” lider zaskakuje publicystycznym okiem i zadziornymi uwagami podanymi jednak w dżentelmeński i humorystyczny sposób. Dostaje się na goły tyłek nie tylko politykom („Barany”), ale także mediom („Nie fajnie”), krytykom muzycznym („Pan to wie”) i znajomym artysty („Nie manipuluj”). Brawo! ***

Voo Voo – Wszyscy muzycy to wojownicy (2010)

Wojtek Waglewski to artysta totalny. Świetnie czuje się w każdej stylistyce, dlatego z Voo Voo grał zawsze muzykę na pograniczu rocka i jazzu, zaś w innych projektach balansował pomiędzy przeróżnymi stylistykami. Brzmieniowo produkcje zawsze stały na najwyższym poziomie. W warstwie lirycznej Waglewski również nie pozwalał sobie na spadek formy. Nigdy jednak nie było wiadomo, w którą stronę tym razem powędruje muzyka projektów, w których brał udział.


Wydana w 2008 roku „Samo Voo Voo”, zapowiadała nieśmiałą zmianę toru zainteresowań formacji. Skomplikowane harmonie odeszły na bok, zastąpione przez ostrzejsze brzmienie. Pojawiło się nawet kilka numerów, które ewidentnie można wpisać w powrót grupy do nurtu rocka.


„Wszyscy muzycy to wojownicy” jest bodaj najostrzejszą płytą Waglewskiego i spółki, na co niewątpliwie wielki wpływ musiało mieć podjęcie producenckiej współpracy z Maciejem Cieślakiem (Ścianka) i Emade (m.in. Kim Nowak), przez co brzmienie jest odpowiednio „chropowate” i surowe. Kompozycje są mocne, gitarowe (poza walczykowatym „Osłem”). Jest też hałaśliwie, jak na rockową kapele przystało. Zdarzają się niesamowite, ostre sola lidera grupy, ale zaskakuje również zawadiacki saksofon Pospieszalskiego. Młodzież oburza się, że staruszki tak grają, bo nastał taki trend. Niech nie zapominają, że to zespół legenda i do legend się odwołujący, bo na graniu w stylu „ostrego” Neila Younga, Led Zeppelin czy Jimiego Hendrixa się wychowali, więc i inspiracje artystami tego pokroju przychodzi im naturalnie. Przy tym wciąż nie zapominają o charakterystycznych dla siebie dźwiękach i zaskakujących elementach. Weźmy chociażby takie delikatnie zagrane „Miłobyłoby mi” czy „Język, gęba, strój”. Nie mogło tez zabraknąć bluesa w „Gruzie” (z przepięknym brzmieniem gitary dobro) czy w „Nico” (z melodią zagraną na harmonijce ustnej) oraz klezmerskim smęceniu w „To co zostanie”. Na szczęście Waglewski nie zmienił podejścia do wokali oraz do podejmowanych w tekstach tematów, często bardzo osobistych, z intrygującymi niedopowiedzeniami. Tematem przewodnim jest upływający czas... Szczególnie szybko upływa on podczas słuchania „Muzycy to wojownicy”, który dał kolejny dowód na tezę, Voo Voo nic a nic się nie starzeje.




powrót do czytelni

Podaj adres mailowy:
Otrzymasz powiadomienia o nowych wpisach

POZOSTAŁE

David Bowie „Blackstar”
Nietypowe okoliczności powstania „The Wall”
Piosenki, które zmieniły Polskę, cz. 1
Jazz, dwa, trzy… czyli krótki przegląd jazzowych nowości
Truck Store Records - Independent Music Hub, kolejny Oksfordzki sklep winylowy
Przedwzmacniacze gramofonowe AUDION PREMIER
Voo Voo – przegląd wybranej twórczości grupy
FOPP - sklep płytowy w OXFORDzie
Sklep VINYLGATE - brama do elektronicznego świata
Diskery, czy podróże w czasie są możliwe?
Oznaczenia jakości płyt wciąż budzą wątpliwości
Audionihilzm czy audiofilizm?
Jak rozpocząć przygodę z gramofonem?
Trzy ważne typy gramofonów
The Beatles Hard Days Night - porównanie wydań


WASZE KOMENTARZE
Nick Data wpisu Opinia
Dodaj opinię