facebook
 
LogowanieRejestracja



autor: Michał Kanowicz, ilustracje: Michał Kantowicz, data wpisu: 2019-01-03

ZESPÓŁ ROCKER – MOTYL, KTÓRY NIE ROZWINĄŁ SKRZYDEŁ


Czy ktoś z Państwa słyszał o polskim zespole Rocker, w którym żywiołowe rockowe granie znakomicie łączy się z drapieżnym damskim wokalem na światowym poziomie oraz z pełnymi wrażliwości, kobiecymi tekstami? Nie? No właśnie! Dlatego zanim przejdziemy dalej, proszę posłuchać choćby tego ich kawałka:

https://youtu.be/LHAyGRKNzSo?list=RDMMLHAyGRKNzSo

Historia znakomitych polskich zespołów to nie tylko historia wielkich sukcesów. Bywa też, że zespół, który nagrał bardzo dobry materiał muzyczny nagle znika bez śladu i tylko nieliczni pamiętają, że takowy istniał. Tak właśnie jest w przypadku Rockera, który nagrał znakomitą płytę „Wyjdź z mroku”, jeden promujący ją teledysk, po czym zniknął, nie docierając do szerszej publiczności. Zanim powiem dlaczego tak się stało, opowiem trochę o samej grupie oraz o jej twórczości.

POWSTANIE ZESPOŁU

Wszystko zaczęło się w kwietniu 2011 roku, kiedy doświadczony gitarzysta z Zielonej Góry Bogusław „Regent” Pater poznał na portalu muzycznym Ewę Leśniewicz – wokalistkę z Pabianic, która wówczas nagrywała covery uznanych artystów rockowych. Regentowi spodobał się zadziorny, mocny głos Ewy (która na pewnych rejestrach brzmi czasami jak Małgorzata Ostrowska) i zaproponował jej muzyczną współpracę.

Ewa Leśniewicz, podobnie jak Bogusław Pater, nie była muzycznym żółtodziobem. Miała już za sobą gościnne występy w Musccacie w Omanie (z zespołem Hanky Panky), w Dubaju w Zjednoczonych Emiratach Arabskich i w New Delhi w Indiach. W tym ostatnim mieście występowała u boku Ryszarda Wagnera znanego z grupy Partita. Ogólnie na zagranicznych muzycznych wojażach przeżyła siedem lat.

Tak więc muzycy stanowili dobraną parę nie tylko pod względem fascynacji rockiem, ale również pod względem scenicznego doświadczenia. Dobrało się po prostu dwoje profesjonalistów.

Sam Regent w udzielonym mi na potrzeby tego tekstu wywiadzie napisał:

„Będąc zauroczony wokalem Ewy, zasugerowałem, że powinna nagrać własny repertuar i tak od słowa do słowa postanowiliśmy stworzyć własne piosenki. Bardzo szybko powstało tyle materiału muzycznego, że bez problemu można było nagrać autorską płytę”.

Z tego, co czytałem na nieistniejącej już oficjalnej stronie internetowej zespołu, Regent użył sformułowania, że Ewa jako tak utalentowana wokalistka wreszcie „powinna wyjść z mroku” i pokazać się szerszej publiczności. Właśnie stąd tytuł debiutanckiego albumu Rockera „Wyjdź z mroku”, które to hasło stało się domeną działalności zespołu.

Sama nazwa grupy, jak zaznaczył Bogusław Pater, miała budzić jednoznaczne skojarzenia z muzyką rockową – dlatego nazwano ją Rocker. Co ciekawe w piosence „Szycha” wyraźnie słychać inspirację twórczością grupy AC/DC, która nagrała kiedyś piosenkę właśnie o nazwie „Rocker”.

ALBUM

Album, jak na zawodowych muzyków przystało, również był przedsięwzięciem poważnym. Regent napisał:

„Pokonując kolejne przeszkody organizacyjno-finansowe, zmontowałem ekipę bardzo dobrych muzyków, z którą nagraliśmy naszą płytę „Wyjdź w mroku”. Zrealizowaliśmy również teledysk do piosenki „Szycha”, w którym rolę tytułowej szychy zagrał znakomity Grzegorz Halama. Bardzo ważne, że wszystkie wydatki finansowaliśmy z naszych prywatnych środków”.

Muzycy zainwestowali w nagranie albumu swoje prywatne pieniądze – wynajęli studio we Wrocławiu (czyli w połowie drogi między Zieloną Górą a Pabianicami), zatrudnili klawiszowca Andrzeja Waśniewskiego, basistę Jarosława Pawlickiego oraz perkusistę Jacka „Markusa” Markuszewskiego, który jednocześnie był realizatorem nagrań oraz odpowiadał za miks (jedną piosenkę wyjątkowo miksował Bartosz Miszczyk ze Studia M23). Trzon projektu oczywiście stanowili jego inicjatorzy, czyli Regent, który odpowiadał za kompozycje, grę na gitarze i za produkcję albumu oraz Ewa, która odpowiadała za stronę liryczną oraz wokalną.

PIOSENKI

Na płycie znajduje się jedenaście piosenek oraz pod numerem dwunastym pewien dźwiękowy bonus. Dominują dynamiczne kawałki z dużą dozą gitary elektrycznej i ciekawą linią melodyczną, zaś przełamują je równie melodyjne ballady.

Album otwiera rytmiczna „Mam dość” z psychodeliczną solówką, w której autorka tekstu śpiewa o ucieczce z rzeczywistości, w której nie ma nic oprócz waśni i papierowych autorytetów.

Kolejną piosenką jest tytułowa kompozycja „Wyjdź z mroku” – również bardzo dynamiczny, melodyjny kawałek. O ile tekst poprzedniej piosenki traktował o ucieczce od pełnej konfliktów rzeczywistości, o tyle tutaj Regent z Ewą wołają aby nie uciekać od ludzi, wśród których może znaleźć się przecież ktoś, kogo pokochamy. Tym razem piosenkę przecina nie solówka na gitarze, a pełna ekspresji solówka na klawiszach, co w połączeniu z gitarą rytmiczną w tle daje bardzo energetyczną mieszankę – nic, tylko zwiększyć głośność. „Wyjdź z mroku” jest jednym z jaśniejszych punktów na płycie i ma spory potencjał na przebój.

Innym jasnym punktem albumu jest trzecia piosenka – ballada „Jeśli kochasz”, która przełamuje dotychczasowy rockowy „łomot” kołyszącą gitarą i bębnami djembe. Kawałek ten muzycznie kojarzy mi się z „Krakowskim spleenem” Maanamu, ale jest to subtelne skojarzenie, ponieważ „Jeśli kochasz” nie brzmi tak leniwie. Tekstowo na poziomie, ze sporą dozą kobiecej wrażliwości. Murowany radiowy przebój, który kojarzyłaby cała Polska, gdyby tylko dostał szansę na zaistnienie w eterze.

Następna kompozycja „Nasze niebo” – chociaż wolna, to już w nieco ostrzejszym tonie – ma mocniej zaakcentowaną perkusję, a temat utworu wygrywa przesterowana solówka. Refren wypełniają subtelne klawisze, mocny riff gitarowy i dużo pogłosu na wokalu, tworząc wrażanie przestrzeni (co licuje zresztą z tekstem o wzajemnym mijaniu się w tłumie i o nadziei na uratowanie pozornie przegranych spraw). Jest to kolejna bardzo ładna ballada, zdecydowanie nadająca się do radia.

I tak oto dochodzimy do „Szychy”, czyli utworu, którym powracamy do mocnego rockowego grania, chociaż jeszcze w wolnym tempie. Co tu dużo mówić. Słyszeli ją Państwo w teledysku. Piosenka mocna i wolna jak czołg (sunie jak ten taran z tekstu Ewy), której nie powstydziliby się AC/DC, czy Joann Jett. Na pierwszego singla nadaje się znakomicie.

Kolejną piosenką jest bardzo dynamiczna „Jestem wolna”, opowiadająca o umiłowaniu muzyki rockowej – i jak na taką przystało, zaczyna się porządną solówką gitarową, oraz taką też jest przełamana. Kończy się typowo rockowym, gitarowo-perkusyjnym przytupem.

Po tym perkusyjno-gitarowym trzęsieniu ziemi mamy lekką i zwiewną piosenkę „Zaufaj mi”, zagraną na tzw. „luzie”, gdzie autorka zapewnia, że zrobi wszystko aby być wartą swojego ukochanego, dzięki któremu zyskała większą pewność siebie. Kawałek w swojej melodyce zahacza nieco o muzykę gospel. Zdecydowanie piosenka radiowa, którą publiczność prędko by pokochała i śpiewałaby razem z Ewą na koncertach.

Kolejny kawałek „Weź się w garść” to już blues w rytmie dobrego starego rock’n’rolla z lat 50 i 60. Można powiedzieć, że to piosenka w stylu Dżemu, tylko że z kobiecym wokalem. Tekstowo – pozytywny przekaz o robieniu z sercem tego co do nas należy i nie przejmowaniu się krytyką.

Następna piosenka to zdecydowanie szybsza i ostrzejsza „Tylko my”. W warstwie lirycznej słychać wezwanie do przeżywania miłości i do porozumienia serc, aby później móc wspominać żar, który z biegiem lat stygnie – drapieżna warstwa muzyczna i „namiętny” wokal zdecydowanie ten przekaz uwypuklają.

Na płycie rockowej nie może też zabraknąć piosenki o rozstaniu i takim jest właśnie kawałek „Zamknij drzwi”. Chociaż słyszę tutaj muzyczne rozwiązania rodem z AC/DC czy ZZ Top, to jednak trudno mi jednoznacznie określić inspirację muzyczną. Rocker bowiem – podobnie jak robiła to Budka Suflera – czerpiąc z zachodnich wzorców, tworzy tak naprawdę coś własnego.

Ostatnią piosenką na albumie jest „Czy się odnajdę” – piękna melancholijna ballada, czerpiąca z najlepszych muzycznych rozwiązań. Mamy tutaj łagodną gitarę rytmiczną, przesterowaną gitarę solową oraz sekcję smyczkową. Aranżacja nieco kojarzy mi się z „The Power Of Love” grupy Frankie Goes To Hollywood, a melodia refrenu nieco przypomina mi jedną z piosenek zespołu Dwa plus jeden – ci, którym będzie dane jej posłuchać skojarzą utwór, o który mi chodzi. Zresztą, jeśli uważnie posłucha się tekstu, można dojść do wniosku, że melodyka Dwa plus jeden w tej piosence to nie przypadek ... ale to zostawiam już Państwa skojarzeniom. W każdym razie „Czy się odnajdę” to idealna kompozycja na zakończenie płyty i słychać, że zespół włożył w nią dużo pracy i serca.

Dwunastą ścieżkę na płycie stanowi pewien bonus, w którym możemy usłyszeć głos samego Regenta. Nie zdradzę dokładnie o co chodzi. Powiem jedynie, że jest to „bombowy” materiał, w którym gitarzysta pół żartem pół serio oświadcza, że wie jak dobrą płytę nagrał.

Sam Regent o kompozycjach wypowiedział się tak:

„Jeżeli chodzi o kompozycje, to – ponieważ grałem od zawsze – miałem ich całą masę w głowie i w szufladzie. Nie ukrywam, że zarówna ja, jak i Ewa dorastaliśmy pod wpływem muzyki takich gigantów jak Led Zeppelin, Deep Purple, ZZ Top, ACDC, Black Sabbath itd. i ta stylistyka muzyczna miała wpływ na naszą wyobraźnię muzyczną. Nie chodzi tu o jakieś prymitywne kopiowanie, ale charakter, czyli zdecydowany rytm, konkretna linia melodyczna i ostry wokal”.

Zdecydowanie potwierdzam. W riffach oraz np. w brzmieniu perkusji słychać inspirację „Wielkimi” światowego i polskiego rocka, ale skojarzenia z ich twórczością są dość swobodne. Piosenki Rockera w pełni bronią się jako autorski projekt – tym bardziej, że Regent wypracował swoje charakterystyczne brzmienie gitary solowej, a Ewa ma bardzo charakterystyczną, rozpoznawalną barwę.

ZASIĘG ALBUMU

Płyta została wytłoczona w ilości 500 sztuk i zarejestrowana w ZAiKS. Była przeznaczona do celów promocyjnych w rozgłośniach radiowych i podczas koncertów. O istnieniu krążka dowiedziałem się od samej Ewy Leśniewicz, którą, tak jak Regent, poznałem na portalu muzycznym – znakomicie wykonywała wówczas covery Janis Joplin i Roda Stewarta. Zamieniliśmy parę słów, polubiliśmy się i otrzymałem w prezencie płytę z autografem. Kiedy jej posłuchałem byłem zaskoczony jakością kompozycji, wykonania oraz samego nagrania.

Widzę, że album „Wyjdź z mroku” „chodzi” teraz na Allegro jako unikat, jednak w dobie mediów społecznościowych ograniczona ilość egzemplarzy płyty nie jest dzisiaj żadnym problemem w promocji muzyki. Jak zatem doszło do tego, że muzyka Rockera nie zyskała większego rozgłosu, a zespół zawiesił działalność?

ZAWIESZENIE DZIAŁALNOŚCI ZESPOŁU

Na decyzję o zawieszeniu działalności zespołu złożyło się kilka przyczyn. Po pierwsze brak większego zainteresowania rozgłośni radiowych, które za puszczanie piosenek kazały sobie płacić. Jest to skandaliczna sytuacja, ponieważ po to piosenki są zgłaszane do ZAiKS-u, aby to ich autorzy otrzymywali tantiemy za ich puszczanie, a nie rozgłośnie radiowe. O tych roszczeniach rozgłośni dowiedziałem się od Ewy, zaś Bogusław Pater mi to potwierdził:

„... Rzeczywiście rozgłośnie (bo to dotyczy praktycznie wszystkich), odwrotnie jak to było za tzw. komuny, chcą aby im płacić za prezentację muzyki z płyty nieznanego (i nie tylko) zespołu. Trzeba wiedzieć, że w każdym przypadku prezentacji muzyki, rozgłośnia radiowa musi odprowadzać tantiemy do ZAiKS, który następnie wypłaca właścicielowi praw autorskich jego dolę, ha ha”.

Ten śmiech na koniec interpretuję jako gorzki, ponieważ nie dzieje się to, co się dziać powinno. I jest to dla twórców bardzo zniechęcające. Ale to nie radio było bezpośrednią przyczyną rozwiązania grupy, tylko ... telewizja. Oddajmy głos założycielowi zespołu:

„Zdawaliśmy sobie sprawę z istniejącej dzisiaj mody na lansowanie „młodych gniewnych”, a my już do nich się nie zaliczaliśmy. Jednak dopóki nie obowiązuje (przynajmniej oficjalnie) eutanazja muzyczna, to chcieliśmy powalczyć o możliwość zaprezentowania owoców naszej ciężkiej pracy.

Postanowiliśmy zaprezentować się w MBTM („Must Be The Music” przyp red.). Wystąpić miała Ewa do naszych podkładów z płyty. Już na wstępie producent narzucił swój własny repertuar. Ewa przeszła męczące eliminacje jak „burza”. Kolejny etap na scenie MBTM –telewizyjny, wypadł super, jeszcze nie słyszałem tak jednoznacznych i pełnych zachwytu ocen Zapędowskiej, Sztaby, Kory i „tego czwartego” – 4xTAK!

Teoretycznie super – trudno żeby wymarzyć sobie lepszy początek. W gotowości był już skład koncertowy, miejsce prób itd.

Po powrocie do domu Ewa zatelefonowała do mnie z informacją, że dowiedziała się, że to co działo się na scenie przed komisją i ich oceny to jedno, a tym, kto ostatecznie zostanie wyemitowany w TV (program był nagrywany) zdecyduje „pan” producent. To, że wykonawca przeszedł dalej, przy publiczności i werdykcie komisji, nic jeszcze nie znaczy, bo to „pan” producent wybierze wg swojego uznania (czyli widzi mi się) wykonawców, których występ odtworzy TV Polsat i dopiero wtedy osoby, które zostaną pokazane i dostały „błogosławieństwo” komisji przechodzą do kolejnego etapu.

Skracając temat, nie wyemitowano występu Ewy, czyli została skasowana.

Zaistniała sytuacja spowodowała, że Ewa stwierdziła, że w tym bagnie nie będzie się taplać i nie ma siły dalej walczyć.

Tym to sposobem zamknięty został (zawieszony?) temat Rockera”.

Co więcej powiedzieć? Zespół, którego domeną było wyjście z mroku i zainteresowanie sobą szerszej publiczności, na skutek braku dobrej woli mediów, ponownie skrył się w cieniu, nie widząc sensu dalszej działalności. Tak właśnie „uciszono” polskiego, dobrze zapowiadającego się wykonawcę, który mimo talentu i najlepszych chęci, nie zdołał przebić się przez medialny beton.

PODSUMOWANIE

Słychać, że debiutancka płyta Rockera była tzw. „rozbiegówką”, czyli albumem spójnym brzmieniowo, ale jednocześnie na tyle różnorodnym, aby sprawdzić jakiego rodzaju piosenki z płyty bardziej przypadną słuchaczom do gustu. Zespół jednak nie dostał szansy sprawdzenia się na szerszych wodach ani od radia, ani od telewizji.

Od początku istnienia Rocker, chociaż był inspirowany szeroko pojętym rockiem, miał swój własny styl. Charakterystyczny wokal Ewy Leśniewicz oraz specyficzne brzmienie gitary Bogusława „Regenta” Patera były świetnym połączeniem. Jednak, chociaż zespół wydał bardzo dobrą płytę, nie zaistniał w przestrzeni medialnej, ponieważ albo nie trafił na swój czas, albo nie trafił na właściwych ludzi. Być może i jedno i drugie.

Uważam, że gdyby to były lata 90., czyli czas kiedy media były bardziej pro-rockowe, to Rocker miałby szansę znaleźć się w pierwszej lidze obok Maanamu, Wilków, T.Love, czy Lombardu. Dzisiaj jednak talent, umiejętność zorganizowania zespołu, zainwestowane w produkcję pieniądze i masa dobrych chęci nie gwarantują sukcesu. To stanowczo za mało, bo oprócz zdolności i dobrych chęci musi być jeszcze odpowiednia siła promocji; a tej nie ma, jeżeli twojej twórczości nie polubi jakaś szycha, która na ogół od dobrego rocka woli disco-polo.

Ubolewam, że tak się stało. Dlatego, chociaż zespół nie zdążył rozwinąć skrzydeł, uznałem, że choćby na moją skromną skalę należy odnotować jego istnienie w historii polskiej muzyki. Zresztą kto wie? Może Rocker to jeszcze nie historia i muzycy kiedyś wrócą do wspólnego grania.

Michał Kantowicz



powrót do czytelni

Podaj adres mailowy:
Otrzymasz powiadomienia o nowych wpisach

POZOSTAŁE

ZESPÓŁ ROCKER – MOTYL, KTÓRY NIE ROZWINĄŁ SKRZYDEŁ
„HALLO, TU DOBRY ROCK!”, CZYLI „OLDSCHOOL PARTY” JANA BENEDEKA
The Cure Pornography
Tabu – muzyka z werandy
Truck Store Records - Independent Music Hub, kolejny Oksfordzki sklep winylowy
David Bowie „Blackstar”
Nietypowe okoliczności powstania „The Wall”
Piosenki, które zmieniły Polskę, cz. 1
Lady Pank LP1 po latach
Voo Voo – przegląd wybranej twórczości grupy
Genesis Invisible touch
Przedwzmacniacze gramofonowe AUDION PREMIER
FOPP - sklep płytowy w OXFORDzie
Jazz, dwa, trzy… czyli krótki przegląd jazzowych nowości
Sklep VINYLGATE - brama do elektronicznego świata
Diskery, czy podróże w czasie są możliwe?
Oznaczenia jakości płyt wciąż budzą wątpliwości
Audionihilzm czy audiofilizm?
Jak rozpocząć przygodę z gramofonem?
Trzy ważne typy gramofonów
The Beatles Hard Days Night - porównanie wydań


WASZE KOMENTARZE
Nick Data wpisu Opinia